poniedziałek, 15 sierpnia 2011

pytanie

cześć .tu znowu ja ;D
jak wam się podoba prolog???
moim zdaniem jest całkiem fajny a waszym>?

zapraszam do komentowania. kolejna część w krótce ;D

środa, 10 sierpnia 2011

PROLOG

Mrok, bezkresna ciemność z dnia na dzień przeradza się w codziennność. Niegdyś błekitne niebo pełne spokoju i harmoni. Dzisiaj czarne chmury spowijające poświatę ,szalejące jak przed sztormem.Nawet promień słońca nie zdoła się porzedrzeć. Nie tylko pogoda się zmieniła , ludzie i panująca atmosfera też. Pogodni ludzie zostali zastąpieni szarymi postaciami w pelerynach. Nikt nie chce sie wyruzniać Żądy nad Światem Magi sprawuje Vallentine . Potężny czarnoksiężnik , tyran i grabieżca. Zawieżył swoją duszę diabłu i nie było w nim nic z człowieka. Żadnej litości , dobroci, łaski. Ludzie żyją w cierpeiniu, strachu myśląc jak przezyć. Na zewnątrz panuje mrok, ale w ich duszach jest iskierka nadzieji, na lepsze jutro. Przeciwstawić sie Vallentine’owi mają odwagę nieliczni. Gwardia Chonoru. Organizacja mająca na celu obalić żądy tyrana. Panował 10 lat oraz tyle czasu zajeło ułożenie planu doskonałego. Próbowano wiele razy ale bez skutecznie. Po ukończeniu planu gwardia składająca się z 100 najpotężniejszych magów wkroczyła na teren zamku ,,władcy“. Walka była długa i zacięta. Czarne niebo przybrało barwę czerwineni , rozjaśniane błyskawicami. Dotad trwającą ciszę zakłucały wybuchy , krzyki. Szary świat zaczoł płonąć, aby nowy mógł się odrodzić. Obie strony poniosły wiele ofiar.Vallentine’a zesłano do podziemia i oderbrano moc. Wszystkom byłoby dobrze gdyby nie małe przeoczenie . Chochlik został schwytany ale nie wierny sługa, żyjący na wolności i rosnący w sile jak jego pan. Ludzie prowadzą beztrsokie życie .Wszyscy zapomnieli o najgorszym okresie w świece magi.O niczym sie nie wspomina .Każdy chce wyżycić z pamięci cierpienie jakiego doznał.
A kiedy jest cisza i spokój , mrok się budzi i żyje........
-Nadal wpominasz stare dzieje? - Z zamyslenia wyrwał ją głos towarzysza ,mówiący to w taki sposób jakby było to coś złego. Idą wąską uliczką otoczoną z dwuch stron starymi kamienicami , pamiętającymi złe czasy. Usadzone tak blisko siebie stwarzające efekt, iż zaraz sie zamkną. W oknach pali się śwaitło, na ulicach świecą sie latarnie . Nikt nie zwaraca uwagi na dwie postacie ubrane w długie czarne podróżne peleryny. Twarzy nie można dostrzec pod oprzernym kapturem. Podczas ciepłej ale gwieżdzistej nocy ich strój wydawaje się dziwny, mimo to żaden przechodzień nie posyła i nawet przelotnego spojrzenia . Nie ma gapiów komentujących nietypowy strój. Wydaje sie to dziwne , ale jest magiczne. Postacie są nie widzialne.
- Tak. Przeszsłośc mnie nadal nawiedza, dlatego tak musimy postapić. Czuję że coś sie stanie i nie jest to moje widzi mi się...
- Nadal uwarzasz ,że to dobry pomysł ? Wiesz... niebedzie miała wystarczającej opieki. Nie są zbyt silni.- Kobieta westchneła. Wzrok powędrował w dół i zatrzymał się na koszyku który niosła. Pod kocem można dostrzec twarz. Twarz dziecka o złotych włosach. Mimo pochmurnych min towarzyszy uśmiech nie opuszczał twarzy dziecka.W turkusowych oczach skakały iskierki.
- Wiem- Odpowiedziała po chwili wachania.- Ale sa bardzo wykształceni , jak przyjdzie pora nauczą ją wszystkego.
- Zgadzam się z tym . Nie ma madrzejszych cywili. Niestety krwi jaka płynie w naszych żyłach nie da się ukryc. Mam namysli znamię na ramieniu. Czy będzie silniejsza , tym większe bedzie znamię. Nie bedzie się dało już go ukryć.
- W liście poprosiłam opiekunów żeby nie zapoznawali ją ze światem magii.. Tatuarz nie będzie rosnąć , a nasze zaklęcie bedzie działać.
Męrzczyzna popatrzył na kobiete wzrokiem pełnym zwątpieniaale ale ufał i wiedział ze to najlepsze rozwiazanie. Kobieta nigdy nie myliła się co do przeczucia. to jeden z darów otrzymanych po przodkach.
- Jeśli się dowie....- Nie dokończył zdania . Oboje wiedzieli co z tego wyniknie.
- Wtedy nauczą wszystkiego co potrafią. Znamie pozostanie ukryte przez pewien czas. Wystarczający by poznała wszytkie zaklęcia. Gdyby wydarzyło się coś nie przewidzianego zostawiam jej medalion . Będzie ją chronił. Oboję wiedzieli że jest potęzny . On Jej nie dopadnie, kiedy będzie go nosić. Medalion stary, pełen wiedzy zyciowej i magi ochroni tego który jest godzień. Merlinczyka.
Zatrzymali się przy wejściu do jednej z kamienic. Starannie położyli koszyk na schodach. Oprócz dziecka zawierał medalion i list. Na twarzach zagościła rozpacz , którą trudno opisać. Strach i miłoś do nowonarodzonego dziecka. Niewątpliwie gotowi byli oddać wszystko by pozostało bezpieczne. Zadzwonili do drzwi .Wesołe dzyń , dzyń rozniosło się po domu.
-Żegnaj- Było ostatnim słowem żuconym przez dwie postacie i już ich nie było. Stali 5 domów dalej za drzewem niewidoczni przez osobę stojącą w drzwiach. Kobieta w średnim wieku rozgladała sie po okolicy, Wtedy dostrzegła koszyk. Uśmiechneła się, jakby na tą chwilę czekała całe życie. Wziąwszy dziecko wróciła do domu.
Tajemnicze postacie nadal stały w tym samym miejscu za drzewem i obserwowały całe zajście.
- To ostatnie miejsce gdzie będzie cię szukał- Szepneła kobieta prawie nie dosłyszalnie by męrzczyzna ich nie usłyszał. Mysleli o przepowiedni. Merlińczyk urodzony w przesilenie letnie będzie zgubą lub chlubą narodu.Lekki wiatr musnoł peleryny. Znak że czas w tym miejscu się skończył i muszą iść.
- Jeśli coś pójdzie nie tak...- Męrzczyzna ze strachem w oczach popatrzył na towarzyszkę.
- Mam jeszcze jeden pomysł, ale to nie nbedzie łatwe.
Wypowiedziawszy słowa znikneli......